Franken Wall-E – lampa nie tylko na Halloween

Część z Was, która zna nas osobiście wie, że jak już coś robimy, to wkładamy w to całe serce i tworzymy rzeczy najlepiej jak potrafimy. Nie ma opcji, że czegoś nie da się zrobić albo zrobimy to łatwiej. Właśnie tak powstają nasze lampy. W internecie znajdziecie dużo podobnych lamp medycznych czy loftowych, ale gwarantuję Wam, że żadna z nich nie ma tak przemyślanej instalacji i nie daje jakich efektów świetlnych jak te zrobione przez nas.  Przez kilka najbliższych postów będziemy się z Wami dzielić opowieściami o naszych świecących projektach. Lampy, które zdecydowaliśmy się tworzyć ( a raczej reanimować, przerabiać i dawać im nowe życie)  są dość oryginalne, a cytując nieśmiertelny kabaret Ani Mru Mru ” wszystko co oryginalne jest lepsze”. Mam nadzieję, że pokochacie nasze „oryginały” tak samo jak my 🙂

Dziś przybliżymy Wam chyba najbrzydszą (całkiem obiektywnie) lampę w naszej kolekcji – Franken Wall-E.

Choć dla wielbicieli steampunk może okazać się prawdziwą pięknością 😉 Ja uważam ją za piękną na swój sposób, a świeci najpiękniej na świecie!

Przyznam, że oglądając podobne renowacje, zastanawialiśmy się, czy nie odmalować delikwenta. Im dłużej leżał na warsztacie, tym bardziej podobały nam się ubytki farby, przetarcia i duża ilość dziwacznych kabli. Postanowiliśmy więc nie naruszać oryginalnej formy i instalacji i dołożyć LEDy do oryginału. Efektem naszej ( a właściwie Jerrego) pracy jest delikatne światło taśmy LED idące po śladzie oryginalnej żarówki oraz podświetlenie tylnej części klosza, co pozwala przedostawać się światłu przez perforowaną blachę. Ja uwielbiam tą lampę i wierzę, że komuś sprawi radość nie tylko w Halloween ale przez długie lata.